Chcę tu nadmienić o swojej dosyć wyczerpującej wizycie w katedrze w Ulm. Dlaczego wyczerpującej, wspomnę potem, a na razie przytoczę parę suchych danych, koniecznych do zobrazowania porządnego zabytku, jakim jest ta katedra.
Kamień
węgielny pod katedrę położono w roku 1377. Katedra w Ulm jest jedną z
największych budowli w stylu gotyckim wzniesioną na południu Niemiec.
Posiada najwyższą wieżę kościelną na świecie, której wysokość wynosi 161
m. Rozmiary budynku kościoła: długość 123 m, szerokość 48 m. Katedrę
budowano z drobnymi przerwami na poprawki i przeróbki do roku a. d.
1543. Od tego roku nastąpiła dluga przerwa w budowie, trwająca aż 300
lat. W latach 1844-1890 nastąpiła druga część budowy, związana również z
koniecznym remontem katedry i zabezpieczaniem budynku stojącego od
trzech wieków w stanie że tak powiem, nieruszanym.
Podczas drugiej
wojny światowej katedra miała dużo szczęścia, albo jak kto woli, wiele
opatrzności boskiej i nie została zniszczona w trakcie ciężkich nalotów
alianckich na miasto Ulm, mimo że prawie wszystkie budynki stojące
wokoło placu katedralnego zostały w wyniku nalotów ciężko uszkodzone.
Mimo tego corocznie inwestuje się setki tysięcy euro w utrzymanie
substancji budowlanej i remonty bieżące katedry.
Wracam teraz do uzasadnienia, dlaczego moja wizyta była wyczerpująca. Miałem albowiem okazję wejścia na najwyższą wieżę kościelną świata i niech nikt sobie nie pomyśli, iż korzystałem z windy. Zresztą o ile pamiętam, to takowej tam nawet nie było. I teraz to już chyba wszyscy się domyślają powodu mojego wyczerpania. Mianowicie na szczyt wieży prowadzi dokładnie 768 schodów, pod koniec wspinaczki przeciskać się trzeba przez dosyć ciasne miejsca i ciągle kręcić się w kółeczko. Nadmieniam, że schodzenie z wieży katedry z powrotem też nie należy do jakichś imprez wypoczynkowych. Niemniej cała ta mozolna wspinaczka była tego warta, a trochę fotek, robionych z przedpotowego aparatu marki niewiadomej wstawiam poniżej.
Moje pierwsze zetknięcie z Jeziorem Bodeńskim nastąpiło w latach 90-tych zeszłego stulecia. Pisząc zeszłe stulecie, czuję się jakoś dziwnie, tak jakbym wspominał o średniowieczu. Ale ostatecznie nikt nie staje się z dnia na dzień młodszym. Jezioro Bodeńskie to fascynujący akwen, podzielony pomiędzy trzy państwa: Niemcy, Szwajcarię i Austrię, leżący u podnóża Alp. Są to właściwie dwa jeziora, połączone rzeką o długości czterech km, zwaną Seerhein. Powierzchnia jeziora to 473 km kwadratowe, linia brzegowa w całości wynosi 273 km. Na jeziorze Bodeńskim znajduje się też 10 wysp. Okolice są bardzo malownicze, chociaż w letnie dni zapełnione masami turystów. Z wielką przyjemnością powracam tam za każdym razem, kiedy jest to możliwe. Wszystkie zdjęcia w tej części pochodzą z miasta Konstanz i okolic. Jakość fotek nie jest najlepsza, ale już wspominałem-pochodzą z zeszłego stulecia. 🙂
Dawno temu, dosyć przypadkowo zaniosło mnie do miejscowości Schramberg w południowych Niemczech. Miejscowość położona jest w Badenii-Wirttembergii, nieopodal autostrady A81, prowadzącej w kierunku Szwajcarii. Miasteczko podzielone jest właściwie na dwa Schrambergi: Schramberg-Sulgen czyli ten górny oraz Schramberg „właściwy” leżący w głębokiej dolinie. Sam zjazd na dół jest zimą nie zawsze bezpieczny ze względu na bardzo krętą drogę. Ponad Schrambergiem wznosi się Hohenschramberg czyli ruiny zamku z XIV wieku stojące na wysokości 632 m npm. Okolica jest bardzo bardzo malownicza, ale to raczej norma w tych stronach. Gdzie nie spojrzysz to napada na człowieka coś ładnego, znienacka pojawia się coś, co z zachwytu zatyka na chwilę oddech a potem napawa miłym uczuciem zadowolenia, że udało nam się coś takiego zobaczyć. Myślę że oprócz tego, iż podróże kształcą, z pewnością czynią z nas także w pewnym sensie lepszych, bardziej otwartych na świat ludzi.
Olsztyn jest miastem leżącym w bardzo atrakcyjnym turystycznie miejscu. Miłośnicy jezior, których w granicach administracyjnych Olsztyna leży 16, znajdą tu wszystko co można nad jeziorami znaleźć – kąpiel, wędkowanie, sporty wodne, a w okolicznych lasach oczywiście grzyby. Do największych jezior należy bez wątpienia jezioro Ukiel, zwane też Krzywym, mające 412 ha powierzchni.
Jezioro Ukiel od strony Likus
Mamy jeszcze Jezioro Długie, leżące w dzielnicy Likusy – niestety zanieczyszczane przez lata, a potem latami poddawane kuracji natleniającej i niezliczonym zabiegom polepszania jakości wody. Jest przy tym bardzo malownicze. Jezioro Skanda leżące przy wylocie szosy prowadzącej w kierunku Szczytna. Jezioro Kortowo.
Jezioro Kortowo wieczoremJezioro Kortowo w blasku dnia
Do kompletu zalicza się jeszcze jeziora leśne: Redykajny i Zbik, położone w okolicy Gutkowa. Jezioro Trackie i parę pomniejszych schowanych przed wzrokiem turystów, jak np. jeziorko Podkówka. Do tego dwie rzeki: Łyna i Wadąg, jak też jezioro o tej samej nazwie, położone trochę za miastem, nieopodal wsi Myki i Szypry. Lasy ciągnące się kilometrami stwarzają doskonałą okazję do dalekich spacerów, wyciszenia się na łonie natury. Lokali gdzie można wypić piwko i potańczyć, również nie brakuje. Zabytki, wspaniały zamek, stare kościoły, wielkie drzewa użyczające cienia latem. Olsztyn ma sporo przestrzeni. Nowe dzielnice były projektowane z rozmachem i wjeżdżając np. na Nagórki albo Jaroty ma się wrażenie, że „można oddychać”. Spora baza hotelowa nie pozostawia dla turystów niespełnionych życzeń. Starsze dzielnice jak np. Zatorze zachęcają do wędrówek przypominającyh klimatem warszawską Pragę, tylko oczywiście w mniejszej skali. Niejeden zagadnięty autochton potrafi opowiedzieć wiele ciekawych historii na temat miasta i konkretnie dzielnicy Zatorze, wiele lat uważanej za niezbyt bezpieczną. Teraz można już spokojniej podziwiać okolice i klimaty, które być może za kilka, kilkanaście lat całkowicie znikną.
Bloki przy ul. JagiellońskiejPodwórka na ZatorzuUl. Poprzeczna i widok na dawny „Gastronomik”Bloki przy skrzyżowaniu ulicy Poprzecznej i Zamenhoffa
Niecałe trzy km od Zatorza płynie rzeka Wadąg, nad którą jako dziecko spędzałem bardzo wiele czasu latem, początkowo z rodzicami a potem już tylko z rówieśnikami.
Wczesna wiosna nad rzeką Wadąg Dziki przy głównej ulicy
Także w centrum miasta wiele się pozmieniało. Są tacy, dla których te zmiany nie idą zbyt daleko. Dla równowagi, inni uważają że nie trzeba wiele zmieniać, a starą substancję miasta zachować dla potomnych. Kto ma rację, nie wiadomo, bo ilu ludzi, tyle na ten temat zdań. Osobiście jestem zadowolony z tych zmian, z ładnego bruku na starówce, z nowych linii tramwajowych, no, może dobrze byłoby coś jednak zrobić z okolicami dworca kolejowego, ale o tym mówiło się już trzydzieści lat temu, a jak jest, każdy widzi. Bez względu na to, do Olsztyna serdecznie zapraszam.
Okolice ratuszaPlac przed ratuszemBasen dla gołębiTzw. „Okrąglak”.Nowa ulica ArtyleryjskaPark przy Al. Wojska PolskiegoPomnik bohaterów walk o wolność Warmii i MazurPomnik wystawiony rosyjskim żołnierzom po „bitwie nad jeziorami” w 1914 rokuBudynek przy ul. M.Curie-SkłodowskiejNa podzamczuRzeka ŁynaWiaduktyDziedziniec zamkowyOlsztyńska starówka
Poza miastem znajduje się również wiele miejsc, które aż się proszą o ich odwiedzenie, jak np. okolice jeziorka Kielary, albo historyczna i zachowana w doskonałym stanie elektrownia na Łynie.
Jeziorko Kielary
Do elektrowni na Łynie należy wyjechać z Olsztyna drogą w kierunku Dobrego Miasta i tuż przed mostem na Wadągu skręcić w lewo. Droga leśna do elektrowni jest niestety, bardzo wyboista, ale miejsce do którego trafiamy, wizualnie wynagrodzi nam trzęsiączkę podczas dojazdu. Tutaj rzeka Wadąg wpada do Łyny. Jest to znakomite miejsce na grilla albo po prostu na kontemplację spokoju i natury.
Okolice elektrowni na ŁynieOkoliczne bagienkoElektrownia
Olsztyn, miasto założone w roku 1353, leżące na Warmii, w krainie jezior i lasów, położone nad rzeką Łyną. Jako miasto, w którym się urodziłem i mieszkałem przez długie lata, przyciąga mnie niezmiennie do tej pory. Kiedy tylko mam okazję, odwiedzam je, obserwując zmiany w nim zachodzące. Poniżej publikuję kilka fotografii sprzed ponad dwudziestu lat. Są na nich miejsca, które do tej pory się nie zmieniły, takie jak zamek, wiadukty kolejowe nad rzeką Łyną, katedra, kościoły. Jest to pewna stałość, którą zawsze zastać możemy na swoim miejscu. Taką bardzo ważną dla Olsztyna budowlą jest bez wątpienia zamek Kapituły warmińskiej, górujący swoją sylwetką nad doliną rzeki Łyny. Zamek ten został wybudowany w XIV wieku i dotrwał jak widać, w bardzo dobrym stanie do dzisiejszych czasów. W latach 1516-1521 urzędował tu Mikołaj Kopernik, który przygotował obronę zamku przed zakonem krzyżackim. Fortyfikacje były na tyle dobrze przygotowane, że Krzyżacy po jednym szturmie odstąpili od oblężenia. W XVI wieku zamek gościł dwóch znanych jeszcze do dzisiaj biskupów, Jana Dantyszka i Marcina Kromera. Również Ignacy Krasicki zatrzymywał się w Olsztynie i mam nadzieję, że to piękne otoczenie zamku wpływało dodatnio na jego twórczość. Sylwetka zamku bardzo dobrze prezentuje się ze strony parku nad rzeką Łyną.
Wracam teraz do innych miejsc Olsztyna. Bliźniacze wiadukty kolejowe są kolejną ozdobą miasta. Pierwszy z nich oddano do użytku w roku 1873, po roku budowy, następny w roku 1892. Samo tempo budowy może zadziwiać, oraz zawstydziłoby z pewnością jeszcze dzisiaj niejedną firmę budowlaną. Wiadukty wznoszą się na wysokość 20 metrów, dzięki temu panoramę z nich rozciągającą się na park nad Łyną i starówke można podziwiać podczas przejazdu po nich pociągiem. Są ludzie którzy wchodzą tam idąc torami aby zrobić piękne zdjęcie – ale tego sposobu nie polecam nikomu, bo raz że nie jest to dozwolone, a dwa – grozi potrąceniem przez pociąg lub spadnięciem do rzeki, albo dwoma tymi rzeczami naraz. Podam tu ciekawostkę: Sporo lat temu ktoś wymazał wielkimi literami, białą farbą na filarze wiaduktu napis: „Kocham Larweczkę. Robaczek.” Napis ten widniał tam długie lata. Po kilku latach pojawił się dopisek: „Ciągle ją kocham.” Fakt ten jest już dawno faktem historycznym, opowiadanym w sensie legendy miejskiej, ale zapewniam wszystkich zainteresowanych, iż Larweczka i Robaczek faktem niezbitym są i basta.Ciekaw byłbym tylko tego, kim była owa osoba, która wyrwała sobie z piersi tak piękne wyzwanie i chlapnęła je farbą na murach wiaduktu. Dzisiaj tego napisu już tam nie ma, nie wiem czy gdzieś zachowały się jakieś fotografie w zbiorach prywatnych.
Wiadukty w zimie
Wiadukty wczesną wiosną
Brama Górna, zwana też Wysoką Bramą
Brama Górna jest uznawana za początek starówki olsztyńskiej, o której opowiem nieco później, po napisaniu tego wprowadzenia do miasta. Jej umowny koniec znajduje się przy historycznym moście Jana , gdzie wychodzimy na ulicę Grunwaldzką.
Widok z wiaduktów na Łynę
Brama Górna w latach 90-tych
Katedra olsztyńska
Starówka i kamieniczki w rynku
Tuż koło kamieniczek wznosi się kościół ewangelicki, a przy kościele zamek, most na rzece Łynie, gdzie schodzimy do malowniczego parku położonego nad Łyną.