Na wysokim wzgórzu (855 m npm) nieopodal miejscowości Hechingen, w niemieckim landzie Badenia-Wirttembergia, znajduje się zamek rodu Hohenzollernów. Tak, to ci sami, których członek rodziny, Albrecht, w 1525 roku składał hołd pruski na krakowskim rynku. Pierwsze wzmianki o siedzibie rodu pochodzą z roku 1267, więc jest to dosyć stara rodzinka, można śmiało rzec – zabytkowa.
Ze względu na swoje położenie, wydawać by się mogło, iż będzie to solidna forteca, prawie że nie do zdobycia. Tak jednak nie było. Pierwszy zamek został w roku 1423, po oblężeniu trwającym cały rok zdobyty i oczywiście całkowicie zniszczony. Niejako na jego gruzach, w roku 1454 rozpoczęto budowę nowego zamku, który miał być większy od pierwszej wersji no i o wiele bardziej trudny do zdobycia. Zamek ten przetrwał dłużej, niż zamek pierwotny. Po wielu zmianach właścicieli, oraz różnego rodzaju perypetiach historycznych, w XIX wieku budowla popadła ponownie w ruinę. Dopiero po wielu wysiłkach, aby odbudować rodzinną siedzibę Hohenzollernów, w roku 1850 rozpoczęto budowanie nowego zamku, która to budowa została ukończona w roku 1867. Zamek nadal znajduje się w posiadaniu prywatnym.

Męczące schody wiodące do zamku 
Adlertor – Tutaj wchodzimy
Aby zwiedzić zamek, trzeba się najpierw do niego dostać, czyli zdobyć. W tych czasach nie potrzebujemy już do tego żołnierzy, oraz ognia i mieczy. Wystarczy się tam wdrapać stromymi schodami, wydzierającymi z mniej aktywnych ostatni dech, lub wygodniej, za pewną opłatą, wjechać autobusem, zostawiając poniżej swoje auto na parkingu. Tak czy inaczej , warto, ponieważ jest to piękna budowla, chociaż ostatnia jej wersja pochodzi, jak napisałem powyżej, z roku 1867. Ale za 500 lat będzie na pewno starsza i cenniejsza.

Herb branżowy 
A tu z profilu
Substancja nowego zamku została nieoczekiwanie, ale poważnie naruszona we wrześniu roku 1978, kiedy wydarzyło się na tych terenach trzęsienie ziemi. Prace restauracyjne przy odbudowie niektórych zniszczonych wieżyczek oraz figur rycerskich trwały do roku 1990. Z wielkim wysiłkiem udało się to sfinansować wpływami z biletów wstępu, oraz dobrowolnymi datkami przesyłanymi na rzecz zamku przez miłośników historii. Aktualnie wszystko jest ładnie odnowione i aż się prosi o wizytę i zwiedzanie. I oby nowe trzęsienia ziemi już tu się nie zdarzały.
Samo chodzenie po zakamarkach i zaglądanie w różne dziwne miejsca, przynosi mi tyle radochy, że nawet każdy napotkany w nich pająk, oby tylko groźnie nastroszony, wygląda, jak stworzony do takiego miejsca i też cieszy. Lubię takie wałęsanie się, włóczenie, odkrywanie, dotykanie miejsc z dawnych czasów. Przez lata nazbierało mi się wiele rzeczy do opisania. Ale że wcześniej nie było czegoś takiego jak vlogi, blogi i reszty tych nowoczesnych wynalazków, muszę teraz to wszystko nadrabiać, przynajmniej na tyle, na ile się da. Bo i pamięć już nie ta sama, a i nie do każdej okolicy są fotki.



Za pierwszym pierścieniem murów
Zamek Hohenzollernów to obiekt na wspaniałą wycieczkę tak indywidualną, jak i dla całej rodziny. Widziałem, że nawet normalnie znudzone przy takich wypadach dzieci, tutaj były jakoś nadzwyczaj ożywione i z ciekawością oglądały otoczenie, ładnie wystylizowane na średniowieczne. Dorośli również jakoś chętnie zaglądali w zakamarki, podziwiali widok na okoliczną dolinę, lub zaglądali do kaplicy św. Michała, też położonej na terenie obiektu. Lub do restauracji.
Dynastia Hohenzollernów była przez ubiegłe stulecia bardzo aktywna i wpływowa, co dawało się zauważyć w jej działalności na ówczesnej arenie politycznej. Historia rodu jest również bardzo ciekawa. Członkowie rodziny przez stulecia byli grafami, książętami, królami, a zdarzył się w ich karierze nawet cesarz. Zakładali miasta, budowali zamki i kościoły, pozostawiając po sobie niezatarty ślad w historii rodu, oraz późniejszego państwa niemieckiego. Do znanych siedzib rodu, oprócz opisywanego teraz zamku Hohenzollern, należą również zamki Cadolzburg i Stolzenfels.


Piękne widoki na okolice zamku
Trudno mi się chyba dziwić, że tak sobie chodziłem po terenie, robiąc tyle fotografii. Chciałem jak najwięcej obrazków zatrzymanych w czasie zabrać ze sobą, aby móc potem wracać do przeżytych chwil, wspominać je i cieszyć się z tego, iż los pozwolił zobaczyć mi tyle ciekawych rzeczy. Te ciekawe rzeczy to oczywiście wyjątkowo relatywna sprawa, gdyż każdy przeżywa swoje chwile uniesień, jakiekolwiek by one nie były – inaczej. Ale na tym polega chyba różnorodność ludzkości.



Kaplica św. Michała
Na obejrzenie całego zamku potrzebowałem parę godzin, bo areał jest duży, wymagający uwagi oraz nieco kondycji. Jako że to był weekend, poza mną przewalały się przez zamek tłumy innych ciekawskich i czasem niełatwo było o wykonanie zdjęcia bez intruza, włażącego nieopatrznie w obiektyw. Mam nadzieję że Wam się ten wpis spodoba i jeśli taka wirtualna wycieczka zainteresowała was i przyniosła nieco radości, to i ja mogę się z tego tylko cieszyć. Poniżej jeszcze trochę fotek na pożegnanie i do następnego wpisu. PS. co do następnych wpisów, nigdy nie wiem, co będę opisywać jako kolejne. Wszystko zależy od tego, co przyjdzie mi nagle do głowy. A i nagła wycieczka zawsze może się zdarzyć.























































































































































































