24. Szwajcaria: Schaffhausen, Rheinfall i Stein am Rhein

W swoich wędrówkach łączę często dwa interesujące punkty w jedną wyprawę. Jeśli na jedno miejsce przeznaczyć mam pół dnia, a w cały dzień mogę spokojnie obejrzeć dwa cele, jest rzeczą oczywistą, że zdecyduję się na te dwa miejsca. Jedynym warunkiem jest to, aby w cały dzień udało się te miejsca dość dobrze zwiedzić. Nie lubię zwiedzania po łebkach. Jasne jest więc, iż większe miasta lub cele wymagające więcej czasu nie dadzą się tak „zaliczyć”. Na taki sposób zwiedzania zdecydowałem się w przypadku miejscowości Schaffhausen z pięknym wodospadem na rzece Ren, oraz leżącym nieopodal miasteczkiem Stein am Rhein. Idealna wycieczka na cały dzień. Miasto Schaffhausen liczy około 37. 000 mieszkańców. Do jego najbardziej znanych zabytków zalicza się klasztor Allerheiligen, wieżę Schwabentorturm, twierdzę Munot i gotycki kościół St. Johann, znany ze wspaniałej akustyki. Ale i tak większość turystów po przejściu uliczkami miasta, podąża do wodospadu na Renie, zwanego Rheinfall. Już z daleka słyszy się jego szum. Aby zaoszczędzić sobie wspinaczki, najlepiej odwiedzić najpierw zamek Laufen, skąd schodzi się potem do wodospadu. Droga w odwrotnym porządku jest dosyć wyczerpująca.

Zamek Laufen nie jest dużym obiektem, obejrzenie jego zakamarków nie trwa długo. Za to widok na rzekę oraz wodospad jest doprawdy imponujący. Zresztą widok na Rheinfall jest możliwy z boku, z dołu, z góry, z chodnika położonego na moście kolejowym, po którym można także przejść na drugą stronę rzeki, a nawet ze skał położonych w nurcie rzeki, do których można dopłynąć łodzią i wspiąć się na górę, i stamtąd podziwiać dzikość i piękno natury.

Rheinfall jest zaliczany do jednego z największych wodospadów w Europie. Ma 23 m wysokości, szerokość nurtu wynosi w tym miejscu 150 m. Nocą wodospad jest bardzo ładnie oświetlony, a w ostatni dzień lipca, organizuje się tu wspaniałą imprezę pod nazwą Rheinfall-Feuerwerk, gdy to przez około 30 minut wystrzeliwane są z różnych miejsc fajerwerki, a efekty audiowizualne wywołują u widzów okrzyki zachwytu. Wzdłuż rzeki prowadzą bardzo wygodne szlaki, z których, jak wspominałem, można oglądać okolicę z różnych perspektyw.

Są lata, w których rzeka Ren ze względu na niewielką ilość opadów niesie niezbyt wiele wody. Co za tym idzie, również sam wodospad bywa raz mniej, raz bardziej imponujący. Mnie udało się tam być akurat w tym czasie, kiedy wody było w rzece tak dużo, że łodzie wożące turystów na skałę tkwiącą przy wodospadzie, tego dnia nie dopływały tam ze względu na bardzo wysoki stan wody i zalane mostki do cumowania łodzi.

Oczywiście wodospad przyciąga nie tylko turystów, ale i różnego rodzaju amatorów mocnych wrażeń, którzy te mocne wrażenia i skok adrenaliny we krwi właśnie tam spodziewają się znaleźć. Dawniejsze wskakiwanie z platform umieszczonych nad rzeką do wody u stóp wodospadu stało się tak popularne, że nie jest to już zaliczane do sensacji, bo robi to wielu ludzi. Niemniej należy dysponować doskonałą umiejętnością pływania w pełnym wirów, wzburzonym nurcie, zwłaszcza że nadal jest to nielegalne, zaś ratownika w okolicy oczywiście nie ma. Bywali już przechodzący nad wodospadem na linie, spływający tam kajakiem, kajakiem dwuosobowym, a kiedyś ktoś przepłynął kajakiem przez wodospad nawet w nocy. Znany jest przypadek, kiedy ktoś powyżej wodospadu wpadł do wody i został uniesiony przez nurt do wodospadu, gdzie szczęsliwym trafem udało mu się przeżyć upadek z wodospadu oraz kotłującą się jak w pralce automatycznej wodę u podnóża wodospadu, która rzadko wypuszcza kogoś, kto tam wpadnie. Skończyło się na wizycie w szpitalu, ale człowiek przeżył. Patrząc na ten nurt, zakrawa na cud, że ktokolwiek mógł wyjść stamtąd żywy.

Widok jest piękny, ale jednocześnie napawający podskórnie pewnego rodzaju grozą. Zdajemy sobie sprawę, iż nie możemy bez wody żyć, jednocześnie wiedząc, że woda może nas także zabić. Trzeba kochać naturę, ponieważ jesteśmy jej częścią, ale musimy przy tym okazywać należny jej szacunek.

Nie mogłem sobie odmówić wycieczki łodzią pod wodospad. Tego dnia wodospad kipiał, buchał energią, huczał i trząsł bębenkami w uszach, a w brzuchu czuć było wibracje tego niesamowitego, naturalnego spektaklu. Płaskodenne łodzie sprawowały się na sporych falach zaskakująco dobrze. Oczywiście bujało, a wyobraźnia podpowiadała jakieś nieprzyjemne scenariusze. Ale widok rozciągający się przed oczami pozwalał o tym szybko zapomnieć.

Im bliżej wodospadu, tym bardziej wzrastały emocje. To nie była zwykła toń, to nie był zwykły nurt rzeki. To była jakaś kipiel, kocioł czarownic, topiel. Przy tym sama woda Renu była szmaragdowa i niezwykle czysta.

Fajnie tam było, nie da się ukryć. Po skończonej wycieczce pod wodospad było jeszcze trochę czasu, aby zrobić wodospadowi kilka fotek z daleka.

W zameczku Wörth urządzona jest miła restauracja, do której jednak z obawy o stan całości portfela nawet nie zachodziłem. Ceny w Szwajcarii nie należą niestety do zbyt humanitarnych, a poza tym będąc w drodze mam tylko minimalne potrzeby, do których należy woda mineralna i coś nadającego się do schrupania na szybko, aby nie tracić czasu. Może być to jakiś batonik, albo kilo czereśni. Albo jedno i drugie.

Ryby w Renie żyją sobie spokojnie i dorastają do całkiem pokaźnych rozmiarów. Uprzedzając pytania, odpowiem od razu, że poniższe zdjęcia były naprawdę zdjęciami ryb z rzeki, a nie z jakiegoś stawu hodowlanego.

Zwiedzanie okolic wodospadu ukończyłem przy zameczku Wörth, idąc zaraz potem na parking, skąd skierowałem się do miasteczka Stein am Rhein.

Odległe około 20 km od Schaffhausen Stein am Rhein osiąga się bardzo szybko jadąc lokalną drogą nr. 13. Miasteczko ze względu na swoje średniowieczne centrum, jest ulubionym celem dużej liczby turystów. Nie należy się temu dziwić, bo i położenie tuż nad rzeką i zabudowa miasta robi spore wrażenie.

Wiele fasad budynków jest pięknie pomalowana. Miasto jest typowym miastem do spokojnego snucia się po jego ulicach. Mimo dużej liczby turystów jest przyjemnie cicho.

Jak w wielu tego rodzaju nadgranicznych miastach, również w Stein am Rhein znajduje się zamek, tutaj o nazwie Hohenklingen, górujący jakieś 200 metrów ponad miastem.

Po wędrówce wśród miejskich murów doskonale robi posiedzenie nad Renem. Latem można schłodzić sobie w wodzie nogi, popatrzeć na nurt spokojnie płynącej tutaj rzeki, zerknąć na łabędzie i ogólnie, doskonale się zrelaksować.

Kończąc tę relację, wstawiam jeszcze kilka zdjęć z miasta.