Lauterbrunnen to małe miasteczko w Szwajcarii, leżące w berneńskim Oberlandzie. Miasteczko otoczone jest wysokimi szczytami alpejskimi. Natura obdarzyła je niespotykaną w innych miastach szwajcarskich liczbą wodospadów, których w tej gminie znajduje się dokładnie 72. Pogoda tego dnia nie była typowo turystyczna, popadywał sobie deszczyk i ogólnie było mokro, jednak nie zawsze możemy wybrać sobie odpowiednią dla nas pogodę do zwiedzania. Pogodziłem się więc z faktem, iż trzeba będzie przy zwiedzaniu trochę zmoknąć.




Tym razem nie jechałem motocyklem, nie obawiałem się więc zbytnio tego deszczu. Kiedy dotoczyłem się do Lauterbrunnen, bez trudu znalazłem duży parking, gdzie mogłem zaparkować samochód. Od samego wjazdu do Lauterbrunnen byłem oczarowany tą okolicą. Dookoła tylko góry, zieleń i wodospady, oraz pasma mgieł, wałęsające się wśród szczytów. Reprezentantem wszystkich wodospadów w regionie Lauterbrunnen można śmiało nazwać wodospad najbardziej widoczny przy wjeździe do miasteczka. Wodospad nazywa się Staubbachfall. Nazwę można by rozszyfrować chyba jako kurzący się wodospad, bo Staub oznacza po niemiecku po prostu kurz. Może chodziło w tym wszystkim o krople wody wyglądające jak kurz, kiedy spada ona z trzystu metrów wysokości na dół. Ale to są tylko moje domysły, mogę się mylić. Pozwalam sobie przecież w tym blogu na daleko idącą wolność interpretacji.



Najciekawsze jest to, iż do wodospadu z miasteczka możemy podejść całkiem blisko, a nawet wspiąć się na galeryjkę położoną w jednej trzeciej wysokości wodospadu. Droga nie jest zbyt męcząca, oszczędzając oddech i uważając na śliskie kamienie, bez trudu wdrapiemy się na ciasną dość galeryjkę. Tu, po pośpiesznym zrobieniu paru obligatoryjnych fotek trzeba ustąpić miejsca innym chętnym do sfotografowania doliny i złapania paru fragmentów wodospadu w obiektyw. Obiektyw nie pozostaje tu zbyt długo suchy, wspomniana kurząca się woda wciska się wszędzie. Dobrze mieć ze sobą coś do przetarcia obiektywu, aby fotki robione na szybko jednak wyszły, przynajmniej kilka z nich. Romantyzm wyziera tam zza każdego niemal kamienia, nic dziwnego, że słynni poeci uwielbiali tę okolicę. Sam Goethe po wizycie w Lauterbrunnen napisał wiersz pt: „Gesang der Geister über den Wassern”, czyli „Pieśń duchów nad wodami”. Tabliczki z ostatnią zwrotką tego wiersza można spotkać w najbardziej zaskakujących miejscach.

W wolnym tłumaczeniu oznacza to:
Duszo człowieka,
Jak bardzo przypominasz wodę
Losie człowieka,
Jak bardzo przypominasz wiatr.
Teraz czas na parę zdjęć z pobytu na galeryjce schowanej za wodospadem Staubbach, ponieważ chcę Was jeszcze porwać dalej, do kolejnych wodospadów schowanych w górach, a raczej w jaskiniach.






Gotowi jesteście? To zapraszam do Trümmelbachfälle.
Wodospady te są czymś wyjątkowym wśród wodospadów. Tutaj woda z okolicznych lodowców położonych na pobliskich szczytach Eiger, Mönch i Jungfrau przepływa przez szczeliny skalne i spada w ilościach do 20.000 litrów na sekundę w głąb góry, a potem przez korytarze wydrążone przez tysiące lat leci z hukiem na dół, aby zamienić się w rzekę płynącą przez dolinę Lauterbrunnen. Kiedy opadów jest dużo, rzeka zamienia się w rwący przez dolinę prąd, który tego dnia też było mi dane zobaczyć, jadąc właśnie w kierunku Lauterbrunnen.


Wejście do wodospadów otwarte jest od kwietnia do listopada. Opłata za osobę dorosłą w tym roku wynosiła 14 Franków szwajcarskich na głowę, opłata za dzieci do 15go roku życia 6 Franków. Jedzenie, picie i pamiątki można kupić przed wejściem do jaskiń. Po wykupieniu biletu winda zawozi nas wysoko na górę, skąd wybranym szlakiem rozpoczynamy schodzenie za wodą umykającą w dół.





Ta woda ryczy, szumi i dudni. Szczególnie te dudnienie jest czymś niezwykłym. Czy powodują to jakieś infradźwięki, czy wibracje, wytwarzane przez setki ton wody spadającej w środku skał, tego nie wiem. Ale przysięgam Wam, że te wibracje i dudnienie czujemy we wnętrzu ciała, szczególnie w okolicy brzucha, tak trochę ponad żołądkiem. Doznanie bardzo dziwne, ciekaw jestem, czy inni też tak to przeżywają. W każdym razie towarzyszyło mi te uczucie aż do chwili, kiedy wyszedłem stamtąd, po dwugodzinnym włóczeniu się po kolejnych etapach zwiedzania, po galeryjkach, zakamarkach i schodach. Niestety, ze względu na małą ilość światła, wiele fotografii po prostu nie wyszło, ale to, co wyszło, wstawiam dla Was tutaj.




Cóż można dodać więcej, opisując miejsce tak piękne i niezwykłe, że nie da się tego opisać dokładnie słowami? Ciężko wymyślić jakieś zwroty i zdania, na oddanie atmosfery panującej w środku tej wibrującej głosem wody góry. Zakończę więc tę relację paroma zdjęciami jako tako udanymi i pójdę szukać pomysłów na nowe relacje dla Was.








































